Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]27.10.20 16:55
First topic message reminder :

Salon

Było to centralne, największe pomieszczenie w całym domostwie. Nisko osadzone, kwadratowe okno przepuszczało frontowy widok na rozległy ogród pełen różnorodnej roślinności, strzelistych drzew akcji oraz na krętą drużkę. Na parapecie postawiono gliniane doniczki z pokaźnymi okazami: aloesu, snaswerii i zimowego bluszczu, który chłodną porą roku wylądowałby na drewnianym ganku. Sylwetki nadchodzące z oddali zostawały wyłapane i rozpoznane niezwykle szybko. Okrągły stół służył jako gościnna jadalnia, lub tymczasowa pracowania. Pokrywały go sterty opasłych tomiszczy, kwiecistych rycin i zapisanych pergaminów. Wąska sofa stała po drugiej stronie okna, a obok niej potężny regał z umiłowaną przez stare małżeństwo literaturą. Pomieszczenie nie trwoniło od drewnianych, ściennych ram oraz szafkowych bibelotów.




[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 16.02.21 17:54, w całości zmieniany 5 razy
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, zielarz, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 30
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6 +3
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Re: Salon [odnośnik]26.01.22 20:52
Znajdujący się w mieszkaniu mężczyźni, skupieni byli na sobie. A przecież tyle różnych historii rozgrywało się na około. Całkiem blisko i setki kilometrów stąd. Ale każdy w jakiś sposób skupiony był po części na sobie. Swojej własnej historii i tym, co znajdowało się wokół niego. Swoich własnych sprawach, czasem rozszerzając zainteresowanie na jednostki mu bliskie. Trochę szerszy kręg, ale nadal zdający się malutki wobec całości i wszystkich.
I spotkanie tak miało trwać. Mogło - może nawet powinno. Chwila wytchnienia, czy rozmowy należna była przecież każdemu. Każdy powinien móc na chwilę zwolnić bieg zwłaszcza w czasach w którym przyszło im żyć. A jednak, mimo to, na parapecie Vincenta w środku rozmowy pojawiła się sowa. Sowa, która zastukała w szybę wybijając oczyska w ciemnowłosego mężczyznę z prawie widocznym wyrzutem, by się pośpieszył i otworzył okno. Kiedy znalazł się w środku przeleciał na środek stołu i wystawił nóżkę do adresata. Rineheart kojarzył upierzenie ptaka. Wiedział dokładnie od kogo przyszła i jeszcze przed przeczytaniem listu był w stanie przewidzieć, czego jej właściciel mógł chcieć.
Interwencji i pomocy, możliwie jak najszybciej, jak to miewał w zwyczaju Boldwin, który do tej pory zwracał się z prośbą o pomoc w przypadkach w których jak sądził, będzie potrzebował pomocy. Tak było i tym razem a sprawa była tym bardziej pilna, że nie zajęcie się nią natychmiast, mogło powodować kolejne problemy i kłopoty. O pośpiech prosił więc w liście Boldwin, nakreślając z grubsza jak wygląda sytuacja i w jakim mieście się znajduje. Co powinien przynieść ze sobą, jeśli posiadał. Jego sowa nie czekała na odpowiedź. Kiedy tylko od jej nóżki została odwiązana przyniesiona wiadomość wydała z siebie ptasi odgłos i rozłożyła skrzydła. Zrobiła kółko nad sufitem, by pognać do otwartego okna i wylecieć przez nie. Prawdopodobnie w kierunku swojego właściciela. Pozostawiając Vincenta i Cedrica tak, jak ich została. Tylko we dwójkę. Jednak coś się zmieniło. Potrzeba, którą niosła ze sobą przyniesiona wiadomość.
Tylko, albo aż.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Salon - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]26.01.22 23:49
Strużki gorzkiego, bursztynowego płynu wędrowały podłużnymi, niebieskimi kanałami, panosząc się po całym, obciążonym ciele. Wnikały w najwrażliwsze części mikroskopijnych komórek, powodując pierwszą falę alkoholowego upojenia. Mięśnie stawały się lżejsze, miększe, rozluźnione. Skronie pulsowały dziwnym, jednostajnym rytmem, zwężając powieki, ograniczając pole widzenia. Rozwiązły język ochoczo dzielił się najskrytszymi, odległymi przemyśleniami tratującymi ogrom nurtujących i alarmujących tematów. Spotkanie o tak intensywnej emocjonalności toczyło się w specyficznym, dość destruktywnym rytmie. Rozkręcone palenisko wydawało przyjemne, pobudzające dźwięki łamanego drewna, zagubionej iskry trzaskającej w rogu salonowego kominka. Mężczyzna o niewyraźnej, skwaszonej minie spoglądał w sękaty blat drewnianego stołu. Roziskrzone, błękitne źrenice patrzyły się w tapetowaną przestrzeń szukając odpowiedzi, rozwiązania, zrozumienia. Niespokojny oddech targał szeroką klatką piersiową wypuszczając wydłużony, bolesny oddech. Wzrok, co jakiś czas uciekał w stronę przyjaciela, którego wąskie palce zaciskały się na fragmencie kryształowej zastawy. Niedowierzał w informacje krążące wewnątrz domowej przestrzeni. Zbieżność faktów, zrządzenie losu obejmujące dwójkę Zakonników. Pokręcił głową i odchrząkną znacząco nie trafiając na potrzebną logikę. – Naprawdę nie mogę w to uwierzyć… – rzucił jeszcze niekontrolowanie, przyciszonym, zaniepokojonym głosem. Prawa dłoń sięgała po resztki upojnego trunku, jednakże gwałtowny, niespodziewany dźwięk oderwał go od hucznej celebracji. Ostry dziób zastukał w zamrożoną szybę, wyczekując natychmiastowej reakcji. Znajome pohukiwanie, trzepot potężnych skrzydeł zapowiedział przybycie ptasiego listonosza. Ciemnowłosy zmarszczył brwi; dlaczego ktoś zakłócał upragniony spokój właśnie o tej porze? Z trudem podnosząc się ze skrzypiącego siedziska, przekręcił gałkami ocznymi i zwrócił się do towarzysza: – Wybacz na moment… – biały zwierz wybudził się z głębokiego snu, wybiegając spod wysokiego stołu. Głośna obecność nieznanej istoty, spowodowała, iż rozszczekał się zawzięcie ukazując szczenięcą dominację. Rineheart uchylił framugę, a brązowy puchacz odważnie wsunął się do środka, lądując na samym środku stołu. Żółte oko łypnęło w stronę Dearborna, a zaostrzony narząd skubnął resztki pokruszonego chleba. Pies uciszony przez właściciela warczał pociągle, a ten z coraz większą konsternacją, zajmował się odwiązywaniem i zapoznawaniem z listową korespondencją. Z każdą linijką entuzjazm obniżał się o kilka tonacji. Głowa przywróciła trzeźwość umysłu, ciało przygotowało się do działania. Odsuwając kartkę od oczu westchnął głośno z dozą zrezygnowania i podenerwowania. – Ten dzień nie ma dla mnie litości. – powiedział zaraz przykładając wierz dłoni do pulsującego czoła. Boldwin – niezwykła persona o nieskończonej skali bezmyślnych pomysłów. Człowiek o mnogich zainteresowaniach, próbujący swych sił w wielu dziedzinach magii. Zielarstwo, alchemia, historia magii, podstawy starożytnych run, zalążki medycyny; czy mogło być coś jeszcze? Nakazywał natychmiastowe przybycie. Pisał o nieprawdopodobnym odkryciu, którego dokonał kilkanaście minut temu. Chciał podzielić się spostrzeżeniami, potwierdzić przypuszczenia, zniwelować zagrożenie pochodzące z błędnej interpretacji runicznego pisma. Zakonnik zdawał sobie sprawę, iż zapalony entuzjasta nie wytrzyma; rozpocznie dogłębną analizę ów niesamowitego przypadku, doprowadzając do tragedii. Czuł pulsującą odpowiedzialność, podobną do opieki nad kilkuletnim dzieckiem. Energiczne kręcenie głową wskazywało nastrojowe rozkojarzenie: – Dostałem nagłe zlecenie. Jest to tak specyficzny przypadek, że nie mogę tego odłożyć Cedric… – wyjaśnił skruszony, posyłając zmieszane spojrzenie. – Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że skończymy to spotkanie. Możesz przyjść do mnie jutro, na pokrzepienie… – wyjaśnienie, zrozumienie. – Mój prowizoryczny barek powinien skrywać również inne tajemnice. – dodał żartobliwie, przechadzając się po pokoju w poszukiwaniu skórzanej torby. W krótkim czasie spakował kilka zawiniętych zwojów, przygotował pożywienie dla futrzanej podopiecznej. Zakładając długi, wełniany płaszcz, zamienił ostatnie słowa ze swym pokrzepiającym druhem, po czym powolnym krokiem, wysunęli się w zmrożoną aurę, rozjeżdżając się w przeciwległym kierunku.

| zt, dziękuję :pwease:



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, zielarz, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 30
UROKI : 31 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6 +3
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach