Ognisko Wyzwolenia - 11 maj 1958r
AutorWiadomość
First topic message reminder :
Ognisko Wyzwolenia
Ottery St. Catchpole 11 maja 1958
Anne, Castor, Celine, Eve, James, Leon, Leonie, Marcel, Neala, Sheila, Steffen, Roratio
Szafka zniknięć
1 Roratio 2 Leonie, 3 Castor 4 Nela, 5 Steff, 6 Celina, 7 Marcel 8 Anne 9 Leon 10 Eve, 11 Sheila, 12 James
Wepchnęłam was chłopaki w miejsca wcześniej nie zajęte. Jakby ktoś chciał jednak GDZIEŚ INACZEJ to krzyczcie.
Butelka
Zasady:
1. Osoba rozpoczynająca - a dalej osoba po wykonanym zadaniu (A) rzuca kostką k15 żeby zobaczyć kogo wylosowała(B).
Zakładajmy, że pytanie “prawda czy wyzwanie” pada chwilę po tym, jak butelka się zatrzyma (chyba że ktoś ma chęć dopisać trzy słowa o tym jak je zadaje to droga wolna)
2. Po wylosowaniu osoby, w powiadomieniach u nas oznaczcie daną osobę żeby mogła przyjść i powiedzieć które z dwóch wybiera. (też oznaczając rzucającego o odpowiedzi)
3. Rzucający (A) zadaje zadanie/pytanie
3. (B) Po wykonaniu zadania/odpowiedzeniu na pytanie (TYLKO SZCZERZE) sama kręci butelką - patrz punkt 1
ad3. Niewykonanie zadania skutkuje ponownym kręceniem osoby która kręciła wcześniej
KAŻDY GRAJĄCY MA PRAWO DO ZREZYGNOWANIA Z JEDNEGO WYZWANIA/PYTANIA
Chyba cała filozofia.
Kości:
1 - rzuć jeszcze raz
2 - rzuć jeszcze raz
3 - Roratio
4 - Leonie,
5 - Castor
6 - Nela,
7 - Steff,
8 - Celina,
9 - Marcel
10 - Anne
11 - Leon
12 - Eve,
13 - rzuć też jeszcze,
14 - James
15 - szczęście tak Ci sprzyja, że butelka wskazuje dokładnie tego, kogo chciałeś żeby wskazała
Anne, Castor, Celine, Eve, James, Leon, Leonie, Marcel, Neala, Sheila, Steffen, Roratio
Szafka zniknięć
1. Skrzacie wino - 1 butelka - 1k6
2. Piwo kremowe - 1 butelka - 1k3-1
3. Rum - 1 butelka (0.75)1k6+1
4. Ognista whisky - 1 butelka (0.75) 1k6+2
5. Mocarz - 3 butelki 1k6+3
+100g tytoniu +1 do każdej kości na upojenie
Wytrzymałość alkoholowa
Efekty:
75% - upojenie
50% - pijany
25% - zatacza się
0% - zgon
Jedzenie
2. Piwo kremowe - 1 butelka - 1k3-1
3. Rum - 1 butelka (0.75)1k6+1
4. Ognista whisky - 1 butelka (0.75) 1k6+2
5. Mocarz - 3 butelki 1k6+3
+100g tytoniu +1 do każdej kości na upojenie
Korzystanie z używek ma swoje konsekwencje. Alkohol pobudza produkcję soków trawiennych i ogranicza łaknienie, podnosi ciśnienie krwi, zaburza pracę serca. Obniża koncentrację, poprawia humor i powoduje kaca.
Każdy pijący jest zobowiązany do sprawdzenia swoich możliwości z pomocą wzoru bazowego i modyfikatorów:
100 + sprawność x2
- modyfikator zależny od wieku ( -5 za każdy 1 rok poniżej 23 lat)
- modyfikator za bycie kujonem -15
- modyfikator za abstynencję -20 (całkowita) -10 (sporadyczna)
- modyfikator losowy (forma w danym dniu) 1k20 (1-10 ujemny, 11-20 dodatni)
- modyfikator kolektywny - przyznawany uznaniowo (potwierdzenia należy szukać u organizatorów) -10 (za stan psychiczny postaci)
- modyfikator wagowy - +5 za każde zaczęte 5 kg powyżej 70 kg wagi
- modyfikator gastronomiczny - +2 za posiłek (umówmy się nie mamy dań)
- modyfikator taneczny +10 za taniec (przetańczenie całej piosenki)
- modyfikator narkoleptyczny +20 za ucięcie godzinnej drzemki
Efekty:
75% - upojenie
50% - pijany
25% - zatacza się
0% - zgon
- Mocarz:
- 1. Alkohol mocno pali w gardło, tak bardzo, że nie jesteś w stanie wytrzymać i musisz go czymś popić. Wydaje ci się, że sięgnięcie po wodę jest dobrym pomysłem, jednak w pośpiechu i emocjach mylisz szklanki i wypijasz alkohol najbliższej postaci do dna, co przyprawia cię o mdłości. Jest jest to początek imprezy i nie zdążyłeś wypić zbyt dużo odbije się to tylko okropnym bólem głowy na drugi dzień. Jeśli jesteś już pijany, zachce ci się wymiotować...
2. Możliwe, że Marcel pomylił zaklęcia i chcąc przyspieszyć proces dochodzenia owoców w alkoholu i cukrze rzucił coś zupełnie niechcąco. Twój kieliszek zdaje się nie tracić swojej zawartości, a ty pijesz i pijesz, nie możesz przestać. Kiedy już jesteś w stanie przyjąć w siebie drinka i odsuwasz go od siebie, kieliszek wciąż jest pełny, jego zawartość wylewa ci się na strój, mocząc go z przodu całkowicie. Przyda ci się trochę chłodna kąpiel, inaczej zaliczysz solidnego zgona. Punkty upojenia rosną o 10, o ile w ciągu najbliższych trzech tur nie zanurzysz się w pobliskim jeziorze.
3. Nic się nie dzieje niezwykłego, ale alkohol jest bardzo mocny. Wypicie kilku kieliszków w krótkim odstępie czasu grozi pijaństwem, a kilkunastu totalnym zgonem. Punkty upojenia rosną o 5.
4. Już po uwarzeniu alkoholu, kiedy nabrał swojego koloru, James postanowił zmienić jego różowawą barwę na jakąś mniej dziewczęcą. Jego próba okazała się bezskuteczna - przynajmniej wtedy. Teraz, kiedy spojrzysz na zawartość szkła alkohol zmieni przypadkiem kolor, na taki który będzie ci się bardzo źle kojarzył. Jeśli jednak zaryzykujesz i wypijesz Mocarza do dna, zrozumiesz, że w smaku mimo ostrości jest bardzo dobry. Alkohol wprawi cię jednak w śmieszny nastrój i jeszcze przez pewien czas będziesz opowiadać ludziom sprośne lub głupie żarty.
5. Mocarz ma ostry smak i już po wypiciu zaczyna cię rozgrzewać. Możliwe, że chłopcy przesadzili z proporcjami, wlewając zbyt wiele alkoholu na tyle owoców i cukru. Nie dość, że dość szybko wpadniesz w pijacki nastrój, to jeszcze zrobi ci się bardzo gorąco. Ubrania, które masz na sobie zechcesz zdjąć, ale jeśli nie chcesz lub nie możesz tego uczynić będziesz szukać szybkiego sposobu na gwałtowną ochłodę. Kąpiel w pobliskim jeziorze będzie dobrym pomysłem.
6. Ponoć wystarczy jeden kieliszek, żeby przegiąć. To chyba właśnie ten kieliszek. Kiedy go wypijesz, niezależnie od tego, czy jest twoim pierwszym, czy nie, zaczynasz tracić głowę, a do tego strasznie poplącze ci się język. Wypowiedzenie prostych słów okaże się trudne, możesz seplenić i jąkać się, myląc słowa. Efekt jednak szybko z ciebie zejdzie, wystarczy kilka łyków czegoś bezalkoholowego.
7. Im mocniejszy alkohol tym silniejszy eliksir prawdy. Mocarz wyciska z ciebie wszystkie sekrety, pleciesz wszystko, co ślina przyniesie ci na język. Nie potrafisz powstrzymać się przed zwerbalizowaniem własnych myśli, nawet tych, które powinieneś lub wypadałoby zachować dla siebie. Może to tylko komplementy, może dwuznaczne propozycje — pilnuj się przez najbliższą godzinę, jeśli obawiasz się skutków.
8. Nic się nie dzieje niezwykłego, ale alkohol jest bardzo mocny. Wypicie kilku kieliszków w krótkim odstępie czasu grozi pijaństwem, a kilkunastu totalnym zgonem. Punkty upojenia rosną o 5.
9. Alkohol rozluźnia ciało i umysł. Wypicie jednego kieliszka pozwoli ci przełamać swoje własne bariery i przesunąć granicę na tyle, by nikt nie uznał cię za pijanego, ale na tyle, by dodać ci odwagi do robienia tego, co wcześniej wydawało ci się niemożliwe.
10. Marcel i James nie wymyli słojów, w których pędzili alkohol — nie zauważyli też, że na nich pozostały resztki warzonych eliksirów. Alkohol po wypiciu nie wywołuje niczego poza skrzywieniem. Jest mocny i, choć słodki i ostatecznie przyjemny w smaku, silnie pali przełyk. Po tym jednak stajesz się znacznie atrakcyjniejszy dla pozostałych. Wydajesz się piękniejszy, bardziej urodziwy, czarujący i pociągający. Twoją zmianę może zauważyć każdy kto choć chwilę na ciebie spojrzy. Jak się okazało, ktoś szykował w słojach eliksir upiększający.
11. Alkohol jak alkohol. Jest mocny, a jego wyraźny smak pozostaje na języku i krtani dość długo. Niefortunnie zaplątała się w nim pestka, która stanęła ci w gardle. Musisz ją wykrztusić.
12. Jeden kieliszek sprawił, że od razu zachciało ci się kolejnego, ale ugaszenie pragnienia w ten sposób jest złudne. Pijąc rzucasz jeszcze raz.
13. Nic się nie dzieje niezwykłego, ale alkohol jest bardzo mocny. Wypicie kilku kieliszków w krótkim odstępie czasu grozi pijaństwem, a kilkunastu totalnym zgonem. Przez najbliższe trzy tury otrzymujesz 5 punktów upojenia więcej za każdy wykonany rzut.
14. Mocarz, czy tego chcesz czy nie, zwiększył atrakcyjność ludzi wokół ciebie, niezależnie od wszystkich czynników. Nie łudź się, że życie stało się piękniejsze, alkohol po prostu zawrócił ci w głowie, wzmógł w tobie potrzebę bycia blisko innych — przytulenia, pocałowania, dotknięcia. Po prostu bycia blisko.
15. Masz ochotę zrobić coś szalonego. Nie wiesz co, ale czujesz się pobudzony i zachęcony do wzięcia udziału w czymś, o czym nigdy wcześniej byś nie pomyślał — a jeśli byś pomyślał, to zwyczajnie masz ochotę poddać temu i to zrobić. Niezależnie od tego, czy miałby to być taniec na stole, czy przytulenie nieznajomego, czujesz, że możesz żyć tą chwilą.
16. Nic się nie dzieje niezwykłego, ale alkohol jest bardzo mocny. Wypicie kilku kieliszków w krótkim odstępie czasu grozi pijaństwem, a kilkunastu totalnym zgonem. Punkty upojenia rosną o 5.
17. Zbyt szybkie wypicie alkoholu wywołało w tobie atak czkawki. Jest nagła i trudna do opanowania, co gorsza, przypomina czkawkę teperotacyjną. Na szczęścia działa na niewielkie odległości i przenosi cię tylko z pokoju do pokoju przez kilka chwil. Wypicie szklanki wody przerwie ten dziwny cykl podróży.
18. Alkohol, jak każdy wie, wzmaga popęd. To stało się niezależne od ciebie, ale jedna z osób, które towarzyszyły ci w piciu na krótką chwilę wydała się atrakcyjniejsza od wszystkich pozostałych. Twoje serce zabiło szybciej, a w głowie pojawiły się kompletnie nie twoje myśli. Może to minie, może pozostanie - wiesz tylko ty.
19. Alkohol rozszerza naczynia krwionośne, a w takich ilościach, jak w przypadku Mocarza, zdaje się robić to bardzo wyraźnie. Twoje oczy zaczynają błyszczeć, usta wydają się pełniejsze, bardziej soczyste i miękkie, nabrzmiał krwią, a policzki lekko, zdrowo zaróżowione. O ile nie jest to któryś kieliszek z kolei nie musisz się niczym martwić. Otrzymujesz 3 punkty upojenia więcej.
20. Nic się nie dzieje niezwykłego, ale alkohol jest bardzo mocny. Wypicie kilku kieliszków w krótkim odstępie czasu grozi pijaństwem, a kilkunastu totalnym zgonem. Punkty upojenia rosną o 5.
- chleb pokrojony na kromki,
- sok z dyni w przezroczystej dużej butelce ze szkła,
- gotowany makaron w słoiku,
- ciasteczka z owocami,
1 Roratio 2 Leonie, 3 Castor 4 Nela, 5 Steff, 6 Celina, 7 Marcel 8 Anne 9 Leon 10 Eve, 11 Sheila, 12 James
Wepchnęłam was chłopaki w miejsca wcześniej nie zajęte. Jakby ktoś chciał jednak GDZIEŚ INACZEJ to krzyczcie.
1. Osoba rozpoczynająca - a dalej osoba po wykonanym zadaniu (A) rzuca kostką k15 żeby zobaczyć kogo wylosowała(B).
Zakładajmy, że pytanie “prawda czy wyzwanie” pada chwilę po tym, jak butelka się zatrzyma (chyba że ktoś ma chęć dopisać trzy słowa o tym jak je zadaje to droga wolna)
2. Po wylosowaniu osoby, w powiadomieniach u nas oznaczcie daną osobę żeby mogła przyjść i powiedzieć które z dwóch wybiera. (też oznaczając rzucającego o odpowiedzi)
3. Rzucający (A) zadaje zadanie/pytanie
3. (B) Po wykonaniu zadania/odpowiedzeniu na pytanie (TYLKO SZCZERZE) sama kręci butelką - patrz punkt 1
ad3. Niewykonanie zadania skutkuje ponownym kręceniem osoby która kręciła wcześniej
KAŻDY GRAJĄCY MA PRAWO DO ZREZYGNOWANIA Z JEDNEGO WYZWANIA/PYTANIA
Chyba cała filozofia.
Kości:
1 - rzuć jeszcze raz
2 - rzuć jeszcze raz
3 - Roratio
4 - Leonie,
5 - Castor
6 - Nela,
7 - Steff,
8 - Celina,
9 - Marcel
10 - Anne
11 - Leon
12 - Eve,
13 - rzuć też jeszcze,
14 - James
15 - szczęście tak Ci sprzyja, że butelka wskazuje dokładnie tego, kogo chciałeś żeby wskazała
I show not your face but your heart's desire
Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 13.09.22 9:45, w całości zmieniany 3 razy
- Bo nie jesteś piratem - stwierdziła rezolutnie, pewna swego tak jak w kwestii abordażu-kapelusza. To wydawało się jej logiczne, że jeśli rum pijali przede wszystkim morscy synowie, Neala nie mogła wcześniej zetknąć się z jego przedziwnym smakiem, ale na wszystko w końcu przychodzi pora. - Ani jednego! - skłamała z szerokim uśmiechem. Anne mogła dojrzeć rozłożone na stole ciastka, których nie zdążyła skropić żadna kropla rumowej rosy; pozostawały nieskażone, gotowe wypełnić żołądki czymś wartościowszym, niż tylko kolejną dawką alkoholu. Rozpromieniona szczodrością komplementów Marcela (i myślą, że dla niego mogłaby gotować codziennie, choć pewnie szybko - i niechcący - by go otruła) złapała drugie ciastko i wręczyła mu je z namaszczeniem. - Na koszt Weasel... Wesly... No, ich - plączący się język zmusił do wskazania najpierw na dom, a potem na Nealę, której policzka dotknęła palcem wskazującym, żeby lepiej zobrazować kto płacił za ich wystawną kolację. Leonie. Ale tego już nie pamiętała.
Pomachała również do Eve, podchwycając pojednawcze zaproszenie Neali. W głowie zaczynało jej szumieć, znowu; wyglądało na to, że rum przyprowadził do niej całe morze, bo Celine jak na falach bujała się na nogach w rytmie nieistniejącej melodii. Albo istniejącej? Zaczęła nucić ją pod nosem, jakąś balladę. - Smacznego zdrowia - zaćwierkała ku Neali, decydując się na obie opcje jednocześnie - jednak nie wstrzymywała pragnienia zbyt długo, połknęła kolejne nowatorskie ciastko i miękkim krokiem ruszyła w kierunku ogniska, rozkładając ręce na boki. - Zanim ta gitara przyjdzie na Jimmym - gwiazdy nad głową goniły się nawzajem, zatrzymała się więc i patrzyła na nie przez chwilę, by potem wrócić spojrzeniem do przyjaciół, - to już będziemy po pierwszym tańcu. Kolejnym znaczy się, ale... em, innym. Chodźcie. Wstawajcie! Hop, hop. Lekkość górskich szczytów, łąk soczysta zieleń - tańczy przy nich Brigid, w jej włosach czarny grzebień - zwerbalizowana piosenka zachęciła ją samą do ruchu, po chwili już pląsała do jej taktów, swobodna, wolna, porwana przez wiatr. - Przy skalistych zboczach wzgórza rosną nagie mchy, a obok dzika róża, spija przyjemności Brigid krew... Zew? Krew? Ech! Nie wiem, coś spija - kontynuowała śpiewnie i zaniosła się śmiechem, bo nagle zagubienie w słowach wydawało się półwili okropnie zabawne. Na tyle zabawne, że nie dostrzegła nawet Eve, która oddaliła się od ogniska, znikając z zasięgu wzroku; dlaczego? Przecież miała tańczyć, wszystkie miały.
WA: 44, rumuję dalej
Pomachała również do Eve, podchwycając pojednawcze zaproszenie Neali. W głowie zaczynało jej szumieć, znowu; wyglądało na to, że rum przyprowadził do niej całe morze, bo Celine jak na falach bujała się na nogach w rytmie nieistniejącej melodii. Albo istniejącej? Zaczęła nucić ją pod nosem, jakąś balladę. - Smacznego zdrowia - zaćwierkała ku Neali, decydując się na obie opcje jednocześnie - jednak nie wstrzymywała pragnienia zbyt długo, połknęła kolejne nowatorskie ciastko i miękkim krokiem ruszyła w kierunku ogniska, rozkładając ręce na boki. - Zanim ta gitara przyjdzie na Jimmym - gwiazdy nad głową goniły się nawzajem, zatrzymała się więc i patrzyła na nie przez chwilę, by potem wrócić spojrzeniem do przyjaciół, - to już będziemy po pierwszym tańcu. Kolejnym znaczy się, ale... em, innym. Chodźcie. Wstawajcie! Hop, hop. Lekkość górskich szczytów, łąk soczysta zieleń - tańczy przy nich Brigid, w jej włosach czarny grzebień - zwerbalizowana piosenka zachęciła ją samą do ruchu, po chwili już pląsała do jej taktów, swobodna, wolna, porwana przez wiatr. - Przy skalistych zboczach wzgórza rosną nagie mchy, a obok dzika róża, spija przyjemności Brigid krew... Zew? Krew? Ech! Nie wiem, coś spija - kontynuowała śpiewnie i zaniosła się śmiechem, bo nagle zagubienie w słowach wydawało się półwili okropnie zabawne. Na tyle zabawne, że nie dostrzegła nawet Eve, która oddaliła się od ogniska, znikając z zasięgu wzroku; dlaczego? Przecież miała tańczyć, wszystkie miały.
WA: 44, rumuję dalej
paruje świt. mgła półmrok rozmydla. wschodzi światło spomiędzy mych ud, miodem rozlewa i wsiąka w trawę.
Ostatnio zmieniony przez Celine Lovegood dnia 17.09.22 22:51, w całości zmieniany 2 razy
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica, tancerka w Palace Theatre
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczona
i was given a heart before i was given a mind.
OPCM : 2 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 30+3
SPRAWNOŚĆ : 17
Genetyka : Półwila
Nieaktywni
The member 'Celine Lovegood' has done the following action : Rzut kością
'k6' : 1
'k6' : 1
Zmarszczył brwi, spoglądając w gore, na złotowłosa postać nad nim wciąż niepewny czy to Marcel? Słabo widział.
- Czy ty ze mna flirtujesz? - spytał bez cienia skrępowania. - Nie dramatysuje wsale…- żachnął sie z niezadowoleniem, wyciągając reke znow, zeby mu pomógł wstac. - Szysko mnie boli, dupa najbardziej - dodał, wyciągając spod siebie kolejne gałęzie. - Nie umarłem? - powtórzył, spoglądając na drugiego. - Castor - powtórzył po tym drugim. To jednak nie dwoi mu sie w oczach. - Castor i… Castor - wydedukował. - Castor, a masz rese, które leczo? - zerknął na niego podejrzliwie, przykładając znow butelkę do ust, ale nim sie napił drugi wspomniał o zalewie. - Gdzie ten zalew? - obejrzał sie na bok, ale i tak przysłaniały mu widok krzaki. - Marsel, wszędzie cię szukałem. Wieki szekałem, góry zdobyłem, nic nie zobaczyłem. Poczym to - podał mu butelkę i po raz trzeci uchwycił sie ręki Castora i pociągnął go, próbując wstac. Zwalił sie na niego. - Ał, czekaj stą różdżka- opierając czołem o jego pierś, a potem sie obrócil i odchylił łapiąc dystans. Spojrzał na niego i uśmiechnął sie, a potem poklepał go po policzku. - Nis mi nie jes. To tera mnie podsac - zażądał.- Marsel. Askuruj mnie jak bede spadał. Albo… ty ic, ja popilnuje.
- Czy ty ze mna flirtujesz? - spytał bez cienia skrępowania. - Nie dramatysuje wsale…- żachnął sie z niezadowoleniem, wyciągając reke znow, zeby mu pomógł wstac. - Szysko mnie boli, dupa najbardziej - dodał, wyciągając spod siebie kolejne gałęzie. - Nie umarłem? - powtórzył, spoglądając na drugiego. - Castor - powtórzył po tym drugim. To jednak nie dwoi mu sie w oczach. - Castor i… Castor - wydedukował. - Castor, a masz rese, które leczo? - zerknął na niego podejrzliwie, przykładając znow butelkę do ust, ale nim sie napił drugi wspomniał o zalewie. - Gdzie ten zalew? - obejrzał sie na bok, ale i tak przysłaniały mu widok krzaki. - Marsel, wszędzie cię szukałem. Wieki szekałem, góry zdobyłem, nic nie zobaczyłem. Poczym to - podał mu butelkę i po raz trzeci uchwycił sie ręki Castora i pociągnął go, próbując wstac. Zwalił sie na niego. - Ał, czekaj stą różdżka- opierając czołem o jego pierś, a potem sie obrócil i odchylił łapiąc dystans. Spojrzał na niego i uśmiechnął sie, a potem poklepał go po policzku. - Nis mi nie jes. To tera mnie podsac - zażądał.- Marsel. Askuruj mnie jak bede spadał. Albo… ty ic, ja popilnuje.
ay, Romale, ay, Chavale
Djelem, djelem, lungone dromensa
maladilem baxtale Romensa
maladilem baxtale Romensa
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Duchy świata, cyganie,
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 35
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
Sojusznik Zakonu Feniksa
Teraz już zupełnie wykrzywił się w sposób, który bardziej przypominał wyraz twarzy kota, któremu nadepnęło się przypadkiem na ogon. Pokręcił mocno głową na boki.
— Nie jesteś w moim typie — burknął tylko, ale to zdecydowanie sprawiło, że potrzebował nadrobić chociaż odrobinę zaległości alkoholowe. — Tak? — spytał Marcela, momentalnie przejmując butelkę bimbru, by pociągnąć z niej łyk, zanim znów wcisnął ją w rękę Jamesa. — Cholera, daj tego mocarza, muszę poprawić — wstrząsnął się lekko od wypitego alkoholu, ale przynajmniej magia nie przekazała mu żadnego uszkodzenia organów wewnętrznych Jamesa. To dobra wiadomość.
Pokiwał kolejny raz głową, James coś tam kojarzył, więc może faktycznie tylko się poobijał...
— Ręce, nogi, różdżkę, co chcesz — powiedział od niechcenia, bowiem przewidywał, że niewiele z tego i tak zostanie w pamięci chłopców po tej nocy. Słysząc jednak kolejne teoretyczne rozważania Marcela, szturchnął go lekko łokciem. — Od wylewu dupa nie boli, Marcel. Będzie żył — i to był medyczny fakt. Nie chciał się znowu rozwodzić, a Jimmy poszedł im wszystkim na rękę.
— Nie tak szybko! — próbował powstrzymać powstańcze ruchy Doe, ale oczywiście nie mógł z nim mocno wygrać. Skupił się zatem, by utrzymać ich oboje w pionie, aż wreszcie znów przeniósł uwagę na Marcela, gdy Jimmy na własnych nogach falował w niedalekiej odległości. — Można go gdzieś posadzić? — spytał niepewnie, ale zaraz machnął lewą ręką. — Dobra, nieważne, łap go z jednej strony, ja z drugiej i idziemy — niekoniecznie wiedział dokąd, ale gdzieś dotrą, prawda? — No już Jim, nóżka za nóżką, raz, dwa, trzy, cztery, maszerują oficery...
| WA 78 (100 +4x2, -15 za kujoństwo, -10 za sporadyczną abstynencję i -5 za formę dnia), przed rzutem jeszcze 100%
— Nie jesteś w moim typie — burknął tylko, ale to zdecydowanie sprawiło, że potrzebował nadrobić chociaż odrobinę zaległości alkoholowe. — Tak? — spytał Marcela, momentalnie przejmując butelkę bimbru, by pociągnąć z niej łyk, zanim znów wcisnął ją w rękę Jamesa. — Cholera, daj tego mocarza, muszę poprawić — wstrząsnął się lekko od wypitego alkoholu, ale przynajmniej magia nie przekazała mu żadnego uszkodzenia organów wewnętrznych Jamesa. To dobra wiadomość.
Pokiwał kolejny raz głową, James coś tam kojarzył, więc może faktycznie tylko się poobijał...
— Ręce, nogi, różdżkę, co chcesz — powiedział od niechcenia, bowiem przewidywał, że niewiele z tego i tak zostanie w pamięci chłopców po tej nocy. Słysząc jednak kolejne teoretyczne rozważania Marcela, szturchnął go lekko łokciem. — Od wylewu dupa nie boli, Marcel. Będzie żył — i to był medyczny fakt. Nie chciał się znowu rozwodzić, a Jimmy poszedł im wszystkim na rękę.
— Nie tak szybko! — próbował powstrzymać powstańcze ruchy Doe, ale oczywiście nie mógł z nim mocno wygrać. Skupił się zatem, by utrzymać ich oboje w pionie, aż wreszcie znów przeniósł uwagę na Marcela, gdy Jimmy na własnych nogach falował w niedalekiej odległości. — Można go gdzieś posadzić? — spytał niepewnie, ale zaraz machnął lewą ręką. — Dobra, nieważne, łap go z jednej strony, ja z drugiej i idziemy — niekoniecznie wiedział dokąd, ale gdzieś dotrą, prawda? — No już Jim, nóżka za nóżką, raz, dwa, trzy, cztery, maszerują oficery...
| WA 78 (100 +4x2, -15 za kujoństwo, -10 za sporadyczną abstynencję i -5 za formę dnia), przed rzutem jeszcze 100%
Zniecierpliwieni teraźniejszością, wrogowie przeszłości, pozbawieni przyszłości, przypominaliśmy tych, którym sprawiedliwość lub nienawiść ludzka każe żyć za kratami. |
Oliver Summers
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
❝ Weariness is a kind of madness.
And there are times when
the only feeling I have
is one of mad revolt. ❞
And there are times when
the only feeling I have
is one of mad revolt. ❞
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 31+10
UZDRAWIANIE : 11+1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak
Zakon Feniksa
The member 'Castor Sprout' has done the following action : Rzut kością
'k6' : 4
'k6' : 4
- On szyje!!! - zawołał na wyznanie Jamesa, po czym odebrał od niego wyciągniętą butelkę. - Szekaj - coś tu bez sensu było. - Góry pszepłynołeś a zalefu nie widziałesz? - zdziwił się, nie orientując się nawet w chwili, w której obie butelki znalazły się w rękach Castora, a potem znowu w jego. Był za wolny. - To dopsze - pokiwał ze zrozumieniem głową na fachową diagnozę Castora, ufał mu i jego umiejętnościom. Jeśli mówił, że ból dupy nie był objawem wylewu, to nie miał powodow, żeby mu nie ufać... - Ale na pefno? - dopytał po chwili, podnosząc ku niemu mętne spojrzenie. - Nie moszna - Go posadzić. - Pszyszedł po gitare. Musimy ją znaleszcz - wyjaśnił, biorąc Jamesa pod ramię od drugiej strony; nie szedł wcale lepiej od niego, ale to nic. - Ras, tfa, czy... - wtórował Castorowi, idąc przed siebie, gdzieś wzdłuż domu Neali. - Długo tak musi chodzić? - zapytał Castora o tę terapię. - Szekaj, Szimy, jak wrócsiz do zdrofia, to po nią pójdę - obiecał. - Gsze ona jest? Który to pokój?
jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali
Skrzywił sie z niesmakiem.
- Tso? Teras obrasileś moje uszucia, draniu! - naburmuszył sie, drapiąc po głowie. Z włosów wyciągnął jakies liście. Zerknął na Castora niewdzięczne. -A te nogi to jak leczo kopniakiem? Mnie jusz boli, dziękuje bardzo. - Uniosl jedna reke w proteście i prośbie o niekopanie, sam wstanie. -Nie widziałem. Za ciemno jest, poświęć tu troszeczkę, dobsz? - poprosił Marcela wskazując sobie pod nogi. - Cos tu sobie złamałem - Popatrzył w dół, pod nogi.- Glowa, ramiona, kolana pięty, kolana, pięty… - zanucił pod nosem pionizujac sie niezgrabnie i niesamodzielnie. - Whoooooa. Jak szybko, panie władzo, to ja nie wiem jak jest powoli. Wolniej jusz nie moge, bo mi sie obras rosmasuje… - uniósł druga dłoń jak oskarżony, ale zaraz je opuścił, spoglądając w gore. - Gitara! Eve bedzie tanczyc, potrzebujemy gitary, a ona jest na gorze w pokoju Garego - dodał konspiracyjnym szeptem. - stu, tu, nie! - zaprotestował, ale nie miał siły sie opierać kiedy zawiesił sie na Castorze i Marcelu. Jeden był wyższy a drugi taki jak on. - Chwilunia. Ten pokój - Wskazał palcem na okno ale dłoń mi sie bujala. - To sypialnia Neli. Naprzecifko jest pokój z gitara - wyjaśnił, opierając ciężar ciała na Castora. - Idziesz? Ja chyba musze odpocząć… bolą mnie plecy - mruknął. - Ej, stary, jak ci smakuje? - Odwrócił sie nagle do Sprouta. - Czujesz lekka nutkę czereśni?
- Tso? Teras obrasileś moje uszucia, draniu! - naburmuszył sie, drapiąc po głowie. Z włosów wyciągnął jakies liście. Zerknął na Castora niewdzięczne. -A te nogi to jak leczo kopniakiem? Mnie jusz boli, dziękuje bardzo. - Uniosl jedna reke w proteście i prośbie o niekopanie, sam wstanie. -Nie widziałem. Za ciemno jest, poświęć tu troszeczkę, dobsz? - poprosił Marcela wskazując sobie pod nogi. - Cos tu sobie złamałem - Popatrzył w dół, pod nogi.- Glowa, ramiona, kolana pięty, kolana, pięty… - zanucił pod nosem pionizujac sie niezgrabnie i niesamodzielnie. - Whoooooa. Jak szybko, panie władzo, to ja nie wiem jak jest powoli. Wolniej jusz nie moge, bo mi sie obras rosmasuje… - uniósł druga dłoń jak oskarżony, ale zaraz je opuścił, spoglądając w gore. - Gitara! Eve bedzie tanczyc, potrzebujemy gitary, a ona jest na gorze w pokoju Garego - dodał konspiracyjnym szeptem. - stu, tu, nie! - zaprotestował, ale nie miał siły sie opierać kiedy zawiesił sie na Castorze i Marcelu. Jeden był wyższy a drugi taki jak on. - Chwilunia. Ten pokój - Wskazał palcem na okno ale dłoń mi sie bujala. - To sypialnia Neli. Naprzecifko jest pokój z gitara - wyjaśnił, opierając ciężar ciała na Castora. - Idziesz? Ja chyba musze odpocząć… bolą mnie plecy - mruknął. - Ej, stary, jak ci smakuje? - Odwrócił sie nagle do Sprouta. - Czujesz lekka nutkę czereśni?
ay, Romale, ay, Chavale
Djelem, djelem, lungone dromensa
maladilem baxtale Romensa
maladilem baxtale Romensa
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Duchy świata, cyganie,
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 35
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
Sojusznik Zakonu Feniksa
80/38 - wytrzymałość alkoholowa (upojenie<60, pijany<40)
Eve milczała. Ja nie zamierzałam. Znałam ciszę, ale nie zwykłam nie mówić, kiedy coś mnie bolało. Próbowałam przez miesiąc. Potem postanowiłam, że wszystko będę na bieżąco brać i tegować. Miałam okropny charakter. Fatalny. Wybuchowy strasznie - nie panowałam nad nim.
- Wiesz, wiesz, spróbuj Annie. - poleciłam jej uśmiechając się pijacko. Chwiejąc trochę. Nadal trochę wyprowadzona z równowagi. Ale nie chciałam źle, mało rzeczy mnie dotykało. Ale nie lubiłam czuć się pominięta, wykluczona. A Doe często właśnie to sprawiali. Rozumiałam w jakiś sposób Marcela chyba. Nie poszłam - pobiegłam - za Jamesem. Bo przecież NIE LATAŁAM ZA NIM. No. Poza tym, Celine świadomie lub nie zakleszczyła mnie wcześniej. Wzięłam więc ciastko i rum ten cały, niech się dzieje co chce. Wołając jednak Eve. Bo znałam się. Wściekałam się, ale nie na długo i mówiłam jak mi coś nie pasowało. Zaraz mi przejdzie i ten. Zażartować próbowałam z Marcelowego pojawiania się, ale jakiś taki nijaki się widał. Może nie zrozumiał, nie. Decydując się iść do Jima. Jego też nie zatrzymywałam. Bo Jim był jak w domu. Znaczy no ten, nie moim, ale znał teren. To Marcelowi powie jaki i gdzie. Eve podeszła, wiec przywitałam ją uśmiechem, ale odmówiła, więc uśmiech mi zszedł. - Nie daleko tylko. - poprosiłam ją mimo wszystko, było nie ten tego wokoło. Co z tymi cyganami. Nie mieli być królowymi ogniska. She poszła spać do domu. Eve przechadzać się. Westchnęłam ciężko. - Ohhh… no nie jestem. - zgodziłam się z Celine kiwając poważnie głową. - NA NASZ MOJ! - zakrzyknęłam śmiejąc się po tym jak palec dotknął mój kieliszek… znaczy policzek, wyrzucając ręce z niemokrym jeszcze ciastkiem. Zaśmiałam się, bo rum skąd się wziął nie wiedziałam w sumie. - Smajcznego zdrowia. - zgodziłam się z nią stukając też Anne a potem próbując ciastko które… nie było dobre wcale. Skrzywiłam sie, ale jadłam całe. - Trafi. nie? - zapytałam Celine i zachwiałam się po tym ciastku. - Hop hop. Eve! Wracaj. - krzyknęłam jeszcze, ale nie spojrzałam. - Leonie, Leonie ty też. - zwołałam jasnowłosą drepcząc za Celine łapiąc ją jej melodie o dziwo znając nawet piosenkę. - Oh! Oh! znam to! - krzyknęłam uradowana. Melodia już grała w mojej głowie. Więc dołaczyłam się do niej, mimo fałszowania. Ruszyłam wokół ogniska. - Dalej jak to ten... - zapytałam ale się nie zatrzymałam wykonując chwiejne obroty wokół koła ogniska. W głowie mi się kręciło trochę bardziej niż trochę. Zapomniałam o złości przymykając oczy. Taniec mi pomoże na pewno. - Ale-ar, ale-ar, ale-ar. - zafałszowałam kompletnie się tym nie przejmując.
Eve milczała. Ja nie zamierzałam. Znałam ciszę, ale nie zwykłam nie mówić, kiedy coś mnie bolało. Próbowałam przez miesiąc. Potem postanowiłam, że wszystko będę na bieżąco brać i tegować. Miałam okropny charakter. Fatalny. Wybuchowy strasznie - nie panowałam nad nim.
- Wiesz, wiesz, spróbuj Annie. - poleciłam jej uśmiechając się pijacko. Chwiejąc trochę. Nadal trochę wyprowadzona z równowagi. Ale nie chciałam źle, mało rzeczy mnie dotykało. Ale nie lubiłam czuć się pominięta, wykluczona. A Doe często właśnie to sprawiali. Rozumiałam w jakiś sposób Marcela chyba. Nie poszłam - pobiegłam - za Jamesem. Bo przecież NIE LATAŁAM ZA NIM. No. Poza tym, Celine świadomie lub nie zakleszczyła mnie wcześniej. Wzięłam więc ciastko i rum ten cały, niech się dzieje co chce. Wołając jednak Eve. Bo znałam się. Wściekałam się, ale nie na długo i mówiłam jak mi coś nie pasowało. Zaraz mi przejdzie i ten. Zażartować próbowałam z Marcelowego pojawiania się, ale jakiś taki nijaki się widał. Może nie zrozumiał, nie. Decydując się iść do Jima. Jego też nie zatrzymywałam. Bo Jim był jak w domu. Znaczy no ten, nie moim, ale znał teren. To Marcelowi powie jaki i gdzie. Eve podeszła, wiec przywitałam ją uśmiechem, ale odmówiła, więc uśmiech mi zszedł. - Nie daleko tylko. - poprosiłam ją mimo wszystko, było nie ten tego wokoło. Co z tymi cyganami. Nie mieli być królowymi ogniska. She poszła spać do domu. Eve przechadzać się. Westchnęłam ciężko. - Ohhh… no nie jestem. - zgodziłam się z Celine kiwając poważnie głową. - NA NASZ MOJ! - zakrzyknęłam śmiejąc się po tym jak palec dotknął mój kieliszek… znaczy policzek, wyrzucając ręce z niemokrym jeszcze ciastkiem. Zaśmiałam się, bo rum skąd się wziął nie wiedziałam w sumie. - Smajcznego zdrowia. - zgodziłam się z nią stukając też Anne a potem próbując ciastko które… nie było dobre wcale. Skrzywiłam sie, ale jadłam całe. - Trafi. nie? - zapytałam Celine i zachwiałam się po tym ciastku. - Hop hop. Eve! Wracaj. - krzyknęłam jeszcze, ale nie spojrzałam. - Leonie, Leonie ty też. - zwołałam jasnowłosą drepcząc za Celine łapiąc ją jej melodie o dziwo znając nawet piosenkę. - Oh! Oh! znam to! - krzyknęłam uradowana. Melodia już grała w mojej głowie. Więc dołaczyłam się do niej, mimo fałszowania. Ruszyłam wokół ogniska. - Dalej jak to ten... - zapytałam ale się nie zatrzymałam wykonując chwiejne obroty wokół koła ogniska. W głowie mi się kręciło trochę bardziej niż trochę. Zapomniałam o złości przymykając oczy. Taniec mi pomoże na pewno. - Ale-ar, ale-ar, ale-ar. - zafałszowałam kompletnie się tym nie przejmując.
she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Sojusznik Zakonu Feniksa
Przez chwilę stała w bezruchu, po prostu się śmiejąc - z niczego, z nikogo, do wszystkiego i do wszystkich. Ciężar spełzł z duszy, czuła się jak w porcie za czasów, które teraz wydawały się zamierzchłe, przykryte grubym welonem kurzu; półwila zatoczyła się lekko na nogach, ale znów uchwyciła balans w ostatniej chwili i klasnęła w dłonie na wieść, że Nela znała wybraną przez nią piosenkę.
- Tak! Och, właśnie tak - ucieszyła się, patrząc na orbitującą wokół ogniska przyjaciółkę, i przyłączyła do niej w pląsach przypominających lunaballe brykające w świetle księżyca - lub może po prostu folklorystyczny, wiosenny rytuał? - Wróżek lepkie dłonie z róży kradną ludzi, a w kielichu przy królowej bulgocze amnezja. Brigid krąg ten przerwie za siedem długich lat, wróci, innym będzie świat - śpiewała dalej. Może i daleko było jej do syreny uwodzącej żeglarzy nieskazitelną barwą głosu, cieszyła się jednak każdą nutą i nieprzekręconym słowem, a tym bardziej udziałem Neali (i pozostałych dziewcząt, jeśli zdecydowały się dołączyć zarówno do śpiewów, jak i tańca dookoła płomieni) we wspólnym gruchaniu, jakiekolwiek by ono nie było. - Wzdłuż przemiłych brzegów pnie się jej dom, szkarłatne ma jagody i ściany z żółtej piany... Patrzą na nią z czarnych trzcin cichego górskiego jeziora, żaby im stróżują, całą noc na jawie - sukienka falowała przy każdym obrocie, brudna od mętnej wody i śladów wylanego mocarza. Jasne, srebrne włosy cięły powietrze. - Wróżek lepkie dłonie wzięły ją z powrotem, przyszły tuż nad rankiem, sądząc, że wciąż spała - lecz ona była martwa - na trzeźwo te słowa nie przeszłyby jej przez gardło, teraz jednak pozwalała im uciec, jednocześnie wylewając z siebie żałobę po tacie. - I od tamtej pory śpi tam na jeziora dnie, na łożu z modrych liści, na głowie jej korona! Tak rodzą się królowe w królestwie wróżek tych - nagle, niespodziewanie, w drżącym tchnieniu niemądrego serca poderwała się ku górze i skoczyła przez ognisko.
Tylko jak?
k1, k4 - po drugiej stronie Celine traci równowagę i upada na ziemię
k2, k5 - sus był za niski, ognisko zdołało liznąć skrawek sukienki
k3, k6 - wszystko pięknie
- Tak! Och, właśnie tak - ucieszyła się, patrząc na orbitującą wokół ogniska przyjaciółkę, i przyłączyła do niej w pląsach przypominających lunaballe brykające w świetle księżyca - lub może po prostu folklorystyczny, wiosenny rytuał? - Wróżek lepkie dłonie z róży kradną ludzi, a w kielichu przy królowej bulgocze amnezja. Brigid krąg ten przerwie za siedem długich lat, wróci, innym będzie świat - śpiewała dalej. Może i daleko było jej do syreny uwodzącej żeglarzy nieskazitelną barwą głosu, cieszyła się jednak każdą nutą i nieprzekręconym słowem, a tym bardziej udziałem Neali (i pozostałych dziewcząt, jeśli zdecydowały się dołączyć zarówno do śpiewów, jak i tańca dookoła płomieni) we wspólnym gruchaniu, jakiekolwiek by ono nie było. - Wzdłuż przemiłych brzegów pnie się jej dom, szkarłatne ma jagody i ściany z żółtej piany... Patrzą na nią z czarnych trzcin cichego górskiego jeziora, żaby im stróżują, całą noc na jawie - sukienka falowała przy każdym obrocie, brudna od mętnej wody i śladów wylanego mocarza. Jasne, srebrne włosy cięły powietrze. - Wróżek lepkie dłonie wzięły ją z powrotem, przyszły tuż nad rankiem, sądząc, że wciąż spała - lecz ona była martwa - na trzeźwo te słowa nie przeszłyby jej przez gardło, teraz jednak pozwalała im uciec, jednocześnie wylewając z siebie żałobę po tacie. - I od tamtej pory śpi tam na jeziora dnie, na łożu z modrych liści, na głowie jej korona! Tak rodzą się królowe w królestwie wróżek tych - nagle, niespodziewanie, w drżącym tchnieniu niemądrego serca poderwała się ku górze i skoczyła przez ognisko.
Tylko jak?
k1, k4 - po drugiej stronie Celine traci równowagę i upada na ziemię
k2, k5 - sus był za niski, ognisko zdołało liznąć skrawek sukienki
k3, k6 - wszystko pięknie
paruje świt. mgła półmrok rozmydla. wschodzi światło spomiędzy mych ud, miodem rozlewa i wsiąka w trawę.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica, tancerka w Palace Theatre
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczona
i was given a heart before i was given a mind.
OPCM : 2 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 30+3
SPRAWNOŚĆ : 17
Genetyka : Półwila
Nieaktywni
The member 'Celine Lovegood' has done the following action : Rzut kością
'k6' : 2
'k6' : 2
80/38 - wytrzymałość alkoholowa (upojenie<60, pijany<40)
Wszystko pjenknie było co nie. Śpiewamy sobie, ładnie tak dygamy. Wokół ogniska takie z nas damy, ale że Celina przez ogień a nie wokół to nie wiedziałam że ten.
- Seline! - krzyknęłam ale przeskoczyła jakoś. Ale nagle widzę, że ogień obok niej. - WODY! DOWODY! - spanikowałam, zapominając że jestem czarodziejem, podciągnęłam ją za rękę chwiejnie, chociaż sukienka już się palić nie paliła. - Wchodź ten, nie mojżesz się spalić. - powiedziałam jej, bosymi stopami wchodząc do połowy łydek popychając ją dalej przed siebie.
Wszystko pjenknie było co nie. Śpiewamy sobie, ładnie tak dygamy. Wokół ogniska takie z nas damy, ale że Celina przez ogień a nie wokół to nie wiedziałam że ten.
- Seline! - krzyknęłam ale przeskoczyła jakoś. Ale nagle widzę, że ogień obok niej. - WODY! DOWODY! - spanikowałam, zapominając że jestem czarodziejem, podciągnęłam ją za rękę chwiejnie, chociaż sukienka już się palić nie paliła. - Wchodź ten, nie mojżesz się spalić. - powiedziałam jej, bosymi stopami wchodząc do połowy łydek popychając ją dalej przed siebie.
she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Sojusznik Zakonu Feniksa
Zaświecił różdżką pod nogi Jamesa, kiedy o to poprosił, odczekawszy, az sam oceni stan swojego zdrowia. Ale wyglądał dobrze i chyba czuł się też dobrze, noga mu nie odpadła, stopa też nie. - Oszy, uszy, uszta i nosz - podpowiedział, kiedy Jimmy się zapętlił, unosząc różdżkę przed jego twarz i nie mysląc o tym, że zaświeci mu światłem prosto w oczy - liczyło się tylko to, że tam tez nie było krwi. Kiwnął głową, Eve chciała tańczyć i potrzebowała gitary. Załatwią to, no jasne, że tak. Zmrużył jedno oko, żeby upewnić się, na co wskazuje James. Zakasał rękawy, nie odejmując wzroku od okna. Było to pewne wyznanie, alkohol zaburzał koordynację ruchów, ale zdawał się tego nie dostrzegać. Mocarz budził w czarodziejach poczucie mocy. Mocarnej mocy.
- Dobra. Idę! - zapowiedział, wspinając się po rynnie w górę. Mimo pijanego stanu - pokonał tę odległość szybko, znalazłszy się na gzymsie. Mógł z niego łatwo zejść do jednego z okien, ale.... - Chłopaki? Szimy... Szimy! - zawołał do nich, obracając się przez ramię w ich stronę. - Które to było okno?! - Jaka była szansa na to, że zapamięta, do którego pokoju miał iść z pokoju Neali? Niewielka.
1 - otwieram okno cioci
2 - otwieram okno neali
3 - otwieram okno nad schodami w korytarzu
- Dobra. Idę! - zapowiedział, wspinając się po rynnie w górę. Mimo pijanego stanu - pokonał tę odległość szybko, znalazłszy się na gzymsie. Mógł z niego łatwo zejść do jednego z okien, ale.... - Chłopaki? Szimy... Szimy! - zawołał do nich, obracając się przez ramię w ich stronę. - Które to było okno?! - Jaka była szansa na to, że zapamięta, do którego pokoju miał iść z pokoju Neali? Niewielka.
1 - otwieram okno cioci
2 - otwieram okno neali
3 - otwieram okno nad schodami w korytarzu
jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością
'k3' : 2
'k3' : 2
Popatrzył pod nogi, spoglądając na swoje stopy - miał je i miał je niepołamane. Na szczęście. A potem zamknął oczy kiedy oślepił go blask różdżki Marcela, chciał zasłonić go ręka, ale i tak musiał obrócić głowę w bok i zamknąć oczy. To sprawiło, ze sie zachwiał znowu, ale wciął miał przy sobie anioła Castora. - zamienimy sie? - spytał podając mu butelkę rumu, by zabrać butelkę mocarza.
- Tam, tam, tam - wskazał butelka, kołysząc sie nieco. - Dajesz, stary! - krzyknął, nie przejmując sie ze robią hałas tuż pod oknami. Przystawił butelkę do ust i upił łyk mocarskiego trunku.
WA: 24/104 23%
- Tam, tam, tam - wskazał butelka, kołysząc sie nieco. - Dajesz, stary! - krzyknął, nie przejmując sie ze robią hałas tuż pod oknami. Przystawił butelkę do ust i upił łyk mocarskiego trunku.
WA: 24/104 23%
ay, Romale, ay, Chavale
Djelem, djelem, lungone dromensa
maladilem baxtale Romensa
maladilem baxtale Romensa
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Duchy świata, cyganie,
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
złodzieje serc,
tańczcie kiedy konie,
wybijają kopytami rytm.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 35
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
Sojusznik Zakonu Feniksa
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością
#1 'k6' : 1
--------------------------------
#2 'k20' : 17
#1 'k6' : 1
--------------------------------
#2 'k20' : 17
Ognisko Wyzwolenia - 11 maj 1958r
Szybka odpowiedź